Arachnea.org

Wątek: Zbieranie i jedzenie ptaszników w Kambodży-Pajęczy dziennik A. Smith'a

Strona 1 z 2 12 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 13
  1. #1

    Zbieranie i jedzenie ptaszników w Kambodży-Pajęczy dziennik A. Smith'a

    Pajęczy dziennik Andrew Smith’a
    www.lovetarantulas.com


    Wpis: 1. Maja 2012
    Zbieranie i jedzenie pająków w Kambodży


    Pierwszą rzeczą, jaką zrobiliśmy po dotarciu do Phnom Penh, było przeczesanie dzielnicy czerwonych latarni w poszukiwaniu jednego z niewielu handlarzy ulicznych w mieście oferujących smażone w głębokim tłuszczu ptaszniki.



    Niestety starsza Pani była nieobecna tego wieczoru, więc musieliśmy się zaspokoić fotografowaniem talerza zielonych smażonych owadów wodnych. Nie do końca o to nam chodziło, lecz pozostali handlarze zapewnili nas, że kobieta z pająkami wróci następnego dnia. Zmęczeni po długim locie, uraczyliśmy się zimnym piwem i dołączyliśmy do tłumów Kambodżan, którzy, jak co wieczór przemierzają nabrzeże Sisowath.



    Następnego dnia, ku naszemu zdziwieniu, znaleźliśmy ją rozkładającą swój towar popołudniu i szybko stało się oczywiste, że prowadzi większą operację niż dziewczęta, które widzieliśmy poprzedniego wieczora, sprzedające smakołyki z koszyka noszonego na głowie. Nasza Pani miała wózek, frytkownice i sporą plastikową miskę wypełnioną usmażonymi ptasznikami, posypanymi chilli i czosnkiem.




    Ogarnęła nas pokusa na przekąskę przed lunchem, ale jako, że mieliśmy zaraz ruszać w drogę w poszukiwaniu pająków, zostałem spoliczkowany przez zdrowy rozsądek. Pomyślałem, że jeśli się skusimy wysoce prawdopodobne jest, iż wraz z moją ekipą spędzimy następny dzień ze spodniami wokół kostek zmagając się z rozszalałym rozwolnieniem. Nasz kierowca i mechanik, Ben Wee, zaproponował nam restaurację Romdeng – zapewniał, że prawdopodobieństwo łez jest tu znikome. UWAGA: jeśli zdecydujecie się kupować od sprzedawcy ulicznego należy zachować ostrożność, szybko połapaliśmy się, że górna warstwa miski pająków często jest świeża, natomiast dolne warstwy zazwyczaj stanowią odsmażony, stary towar.

    Po uzyskaniu pozwolenia na sfotografowanie jej towaru i wciśnięciu kilku dolarów w rękę za informacje na temat pochodzenia i ceny jej zaopatrzenia oraz historii handlu pająkami w stolicy, ruszyliśmy w stronę Romdeng.



    Jest to obiekt, który okazał się być nie tylko doskonałą restauracją, lecz również posiadającą chwalebną politykę szkolenia byłych dzieci ulicy w zakresie cateringu, z których jeden, Kang Savgeuth, stał się autorytetem w dziedzinie „A’Ping” (dania z pająków – przyp. tłum.). Poinformował nas, że kambodżańska nazwa zwyczajowa dla pająków ptaszników w tym rejonie to „Buffalo Spider”. Nazwa ta jest również używana w Skuon/Skun, jednym z głównych ośrodków handlowych, do opisywania czarnych gatunków Haplopelma sp., które kiedyś były pospolite w tym regionie. Niestety już nie są!

    Na stronie lovetarantulas.com znajdziecie krótki klip video, który nakręcił Guy Tansley w restauracji, pokazujący naszą ekipę chrupiącą pająki i deliberującą o smaku trzech pająków, które kupiliśmy za 4 dolary amerykańskie.

    Guy Tansley i Paul Carpenter podziwiający smakowicie urządzony talerz obiadowy

    Na szczęście nie smakowały jak kurczak. Raczej jak olej orzechowy, w którym były smażone. Wyjątkowy był sos z pieprzem kampot i limonką, dołączony do pająków.



    W 50 minutowym wykładzie „Collecting & Eating Tarantula Spiders in Cambodia”, który możecie ściągnąć z mojej strony za symboliczną sumę dwóch funtów brytyjskich, zgłębiamy temat handlu, zbierania pająków i stu dolarowe pytanie – jak długo może się utrzymać rynek dań z pająków? W poszukiwaniu odpowiedzi przepytaliśmy sporą liczbę ludzi, działających na wszystkich szczeblach handlu – od hurtowników, którzy zbierają pająki, po detalistów, którzy handlują nimi na ulicy.

    Poszukiwałem również odpowiedzi na powszechne w Internecie błędne twierdzenie, że zwyczaj jedzenia pająków powstał wraz z Czerwonymi Khmerami (przejęli władzę w Kambodży w 1975 roku – przyp. tłum.). Często można natknąć się na informację, że głodujący mieszkańcy miast, wysiedleni ze swoich domów by pracować przy rozległych projektach irygacyjnych Pol Pot’a, byli zmuszeni do jedzenia robactwa by przetrwać. Jednak posiadam czarno białe zdjęcia ptaszników na restauracyjnych stołach zrobione we wczesnych latach 60., które raczej podważają tę część miejskiego folkloru. Posiadam również wcześniejsze informacje z niepublikowanego manuskryptu brytyjskiego arachnologa William’a Bristowe’a, który podróżował na Daleki Wschód w latach 30., gdzie opisuje jadalne pająki ptaszniki.



    Szybko stało się oczywiste, że jeśli chcemy dowiedzieć się więcej, będziemy musieli wybrać się do Skuon – małego, zakurzonego miasteczka na północ od Phnom Penh, które ze względu na położenie geograficzne jest kluczowym postojem na toaletę/odświeżenie się dla komercyjnego ruchu drogowego zmierzającego do wielkiej atrakcji turystycznej, Angkor Wat.



    Miasteczko jest nazywane Spiderville – napotkałem wiele niepotwierdzonych informacji i anegdot, że zbieranie i sprzedaż pająków na dużą skalę, rozpoczęto właśnie tutaj. Skuon wkrótce zaczęło zaopatrywać wiele restauracji w stolicy. Udało mi się uzyskać dowody wskazujące, że rynek istniał w latach 30., lecz nie zdołałem odnaleźć wcześniejszych doniesień. Jednak nie chce mi się wierzyć, że jedzenie pająków, pośród lokalnej mniejszości, nie miało miejsca wcześniej. Interesujące byłoby odkrycie czy pająki, jako pożywienie zostały pierwszy raz odkryte przez chińskich kupców działających poza Syjamem/Tajlandią, czy była to powszechna historyczna praktyka wśród rodowitych Kambodżan tego regionu. Widać wyraźnie, że entuzjastyczne pożywianie się pająkami w Kambodży jest najbardziej powszechne na prowincjach usytuowanych między stolicą a tajską granicą. Nie jest to tak popularne gdzie indziej, pomijając oczywiście przypadkowych handlarzy ulicznych skupiających się na sprzedawaniu arachnologicznych przekąsek zagranicznym turystom. Nie można też zakładać, że tymi turystami są tylko biali ludzie z zachodu, jak zwykło się twierdzić w Internecie. Zdecydowanie największy popyt na pająki jest zasługą przewodników azjatyckich wycieczek zmierzających do świątyń Angkor Wat. Większość Kambodżan poza prowincjami Kampong Thom i Preah Vihear preferuje smażone insekty, niż pająki. Wielkie świerszcze, popularne na rynku żywnościowym, są obecnie hodowane w niewoli w Kambodży.

    Po przybyciu do Skuon zaczęliśmy przepytywać pajęczych handlarzy i zbierać dane o cenach oraz źródłach – informacje te znajdziecie w wykładzie. Przyjrzeliśmy się również żywym pająkom, które są przetrzymywane w wiadrach z suchymi liśćmi i sfotografowaliśmy wyszarpane pazury jadowe – dzięki temu pająki nie kąsają kupców oraz siebie nawzajem przebywając w wiadrach. Usunięcie pazurów pozwala trzymać je razem w wielkich ilościach, w oczekiwaniu na swój los w frytkownicy.



    Tłumaczył: Mateusz Krueger Pakuła

    Article has been written with permission of Andrew Smith from Tarantula spiders online resource by andrew smith, visit lovetarantulas.com for tarantula spider information. We have a comprehensive archive on how to keep tarantulas, plus regular news journals, and tarantula spider downloads
    All photos are copywrighted to Tarantula spiders online resource by andrew smith, visit lovetarantulas.com for tarantula spider information. We have a comprehensive archive on how to keep tarantulas, plus regular news journals, and tarantula spider downloads
    Ostatnio edytowane przez Krueger ; 05-11-13 o 14:12
    Wszystko dla drapieżników znajdziesz na https://predatorshop.pl/ Sprawdź!
    Odwiedź nas też na Facebook'u - https://www.facebook.com/kupsobiedrapieznika/

  2. #2
    Zbanowany
    Dołączył
    gru 2009
    Płeć
    Skąd
    Bydgoszcz
    Wiek
    34
    Postów
    201
    Ciekawe, ile gatunków już zostało zjedzone. Niech ktoś jeszcze raz mi powie albo napiszę, że to z powodu "rozrastającego się rynku terrarystycznego" gatunki znikają ze swojego naturalnego środowiska, to temu komuś zrobię krzywdę. Popatrzcie sobie na te miski i wiadra z pająkami na dodatek wychodzi na to, że tam jest wiele restauracji zaopatrywanych. Jak tam, to jedzą w takich ilościach, to znaczy, że wasze pająki w terrariach są ostatnimi żyjącymi przedstawicielami swoich gatunków. Sami wiecie, ile potrzeba czasu, żeby taki pająk dorósł, a w naturze trwa to jeszcze dłużej niż w terrarium i tylko część pająków osiągnie dorosłość, więc proszę, żeby nie wciskać kitu, że jedzenie ptaszników nie ma negatywnego wpływu na populacje ptaszników żyjących w swoim naturalnym środowisku. Najlepiej winę zwalić na hodowce oczywiście, bo wycinanie lasów, wpylanie ptaszników, robienie z nich pamiątek w gablotkach ma mniejszy wpływ na, to, czy dany gatunek przetrwa, czy nie, a hodowca z tego wszystkiego jest najgorszy przecież ludzi wpylających te pająki jest więcej niż wszystkich hodowców razem wziętych.
    Dziwi mnie trochę też fakt, że to nie zostało poruszone w tym artykule...
    Ostatnio edytowane przez EnDeZeT ; 05-11-13 o 16:59

  3. #3
    Awatar versum
    Dołączył
    paź 2013
    Płeć
    Skąd
    Radomsko
    Postów
    61
    Jak takie ilości pająków co są pokazane na sprzedaż to nie chcę wiedzieć jaka ilość jest ich rocznie zabijana. Trzymajmy swoje pajączki bo może się niedługo okazać że będą to jedyne okazy które będzie można policzyć na palcach. Przynajmniej się o nie dba bo są pożyteczne. Dobrze że niektórzy mają taką pasję jak hodowla i tak 3mać .Pozdr. dla wszystkich terrarystów.:cool:

  4. #4
    Awatar majtkinadrodze
    Dołączył
    gru 2008
    Płeć
    Skąd
    Lublin
    Wiek
    28
    Postów
    1,596
    Cytat Zamieszczone przez EnDeZeT Zobacz posta
    Dziwi mnie trochę też fakt, że to nie zostało poruszone w tym artykule...
    Cytat Zamieszczone przez Krueger Zobacz posta
    Nazwa ta jest również używana w Skuon/Skun, jednym z głównych ośrodków handlowych, do opisywania czarnych gatunków Haplopelma sp., które kiedyś były pospolite w tym regionie. Niestety już nie są!
    może nie ma rewelacji i roztrząsania się nad problemem, ale mała wzmianka jest. autor pewnie załozył, że jesteśmy na tyle inteligentni, żeby sami dojść do takiego wniosku ;) w każdym razie - dobry temat do dyskusji.

    haha, A. Smith i rozszalałe rozwolnienie :D
    EnDeZet: sikac pod wiatr to jak...
    Ziolcz : rurki z kremem

  5. #5
    Już od dawna wiem o tym problemie i o masowych wyłapywaniach ptaszników z lasów by znalazły się nas talerzu . W tych krajach jest inna mentalność ludzi je się tam wszystko co można znaleźć. Panuje bieda i wielu straganowych sprzedawców oferuje przekąski , nie tylko z ptaszników ale i z tzw. pospolitej dla nas terrarystów karmówki to są dla nich chipsy jak dla nas kawałki ziemniaka obsypane przyprawami . Panują też wierzenia"łapaczy ", że pijąc wódkę z ptasznikami uodporniają się na ich jad. Tak więc ******lsko wciska się pająka do butelki z spirytusem drzewnym na żywca i on tam ginie w męczarniach . Wszyscy wiemy że jad ulega zniszczeniu bo ma postać białkową i po kontakcie z alkoholem zmienia się w nieszkodliwe białko . Lecz w tych krajach wpaja się to od małego.dziecko wie jak złapać pająka i wyrwać mu kły jadowe A filmów i internecie jest ful sami zobaczcie film prawdopodobnie jest to H. longipes Eating a Spider in Cambodia - YouTube a tu bardzo ładnie widać Gordon Ramsay Goes Tarantula Hunting in Cambodia - YouTube

  6. #6
    Pracując nad tym tekstem najbardziej gryzło mnie przygotowywanie pająków - to wyrywanie kłów... Nie potrafię i nie chcę nawet sobie tego wyobrażać...
    Zastanawiało mnie też, czego potrzeba by zostały objęte ochroną i czy na Dalekim Wschodzie jest to w ogóle możliwe. Kiedy okaże się, że ostatnie żywe okazy można spotkać w niewoli, z dala od rodzimych terenów tych zwierząt?
    Czasami przykro mi, że sami nie jesteśmy zagrożonym gatunkiem....
    Wszystko dla drapieżników znajdziesz na https://predatorshop.pl/ Sprawdź!
    Odwiedź nas też na Facebook'u - https://www.facebook.com/kupsobiedrapieznika/

  7. #7
    Awatar versum
    Dołączył
    paź 2013
    Płeć
    Skąd
    Radomsko
    Postów
    61
    mi się wydaje że tam na dalekim wschodzie to się nie przyjmie Ci ludzie z tego żyją i nie zdają sobie sprawy z tego co robią. A jak by była konkretna kara to może by paru zrozumiało a jak na razie najgorsze zwierzę to i tak jest to niestety człowiek.

  8. #8
    Cytat Zamieszczone przez Krueger
    Zastanawiało mnie też, czego potrzeba by zostały objęte ochroną i czy na Dalekim Wschodzie jest to w ogóle możliwe. Kiedy okaże się, że ostatnie żywe okazy można spotkać w niewoli, z dala od rodzimych terenów tych zwierząt?
    Myślę, że jest to możliwe. Pandy są objęte ochroną, nosorożce, słonie czy małpy lub krokodyle/aligatory. Inną kwestia jest fakt, w którym momencie spadku populacji gatunki były uznawane za chronione. Wszystkie populistyczne chwyty marketingowe sprawiają, że zwracamy głównie uwagę na te "pluszowe" zwierzęta, wymagające ochrony. Przez to mniej "atrakcyjne" i ciekawe zwierzaki, będące na skraju wyginięcia zostawały objęte ochroną przez ciężką pracę mniejszości. Z resztą... Popatrzcie na zapis z Czerwonej Księgi Gatunków Zagrożonych. Z tego co dobrze pamiętam obejmuje ona: ssaki, ptaki, ryby, płazy oraz gady (jeśli się mylę to poprawcie mnie, dawno nie obczajałem tego tematu i tak z pamięci piszę, więc zdaję sobie sprawę, że mogę się mylić). Nikt jakoś chyba szczególnie nie zwraca uwagi na tzw. "robale", tym bardziej że w opinii publicznej są raczej niechcianymi lokatorami. Ogólnie to jest smutne, ale taka jest rzeczywistość. Poza tym w jednym z dzienników Smith'a, tłumaczonych przez Mateusza, dotyczących jednego z Poecilotheria sp. było wyraźnie pokazane, jak długo poszukiwali jednego gatunku w środowisku naturalnym. To już też chyba świadczy o antropologicznym odcisku na środowisko naturalne wszelkiej maści zwierzaków.

    Cytat Zamieszczone przez Krueger
    Czasami przykro mi, że sami nie jesteśmy zagrożonym gatunkiem....
    Jak czasem myślę o tym to robi mi się trochę smutno, że mój gatunek przyczynia się do niszczenia wszystkiego, co nas stworzyło. Jeden Breivik to za mało byśmy stali się zagrożonym gatunkiem, ale może gdy zabraknie surowców naturalnych to i Breiviki nie będą potrzebne, bo wszyscy siebie wytłuczemy nawzajem? Ogólnie sroga rozkmina, ale przyznam z ręką na sercu, że też często taka myśl przechodzi mi po głowie.

  9. #9
    Zbanowany
    Dołączył
    gru 2009
    Płeć
    Skąd
    Bydgoszcz
    Wiek
    34
    Postów
    201
    Najgorsze jest też to, że wszędzie, gdzie żyją ptaszniki je się konsumuje w takich ilościach nie tylko tam... Jeszcze gorsze jest to, że lasy równikowe też znikają w zastraszającym tempie i tam nie ma żadnego prawa, które, by te lasy w jakiś sposób chroniło, a przecież, to są obszary z taką ilością życia w sobie, że nigdzie na ziemi się nie znajdzie takiej różnorodności organizmów i takiej ilości różnych form życia. Tam koncerny wycinają lasy ludzie wycinają lasy zabijają zwierzęta te lasy są tak eksploatowane, że ja się dziwie, że jeszcze istnieją i jak sobie natura z tym radzi albo nie radzi... Przecież ludzie tam zniszczą wszystko i to będzie się działo coraz szybciej i jak tak dalej będzie, to lasy równikowe i organizmy tam żyjące będą wspominane jak dinozaury, o ile, to przeżyjemy, bo, jeżeli te lasy znikną, to, to będzie katastrofalne dla ziemi i dla wszystkich organizmów na niej żyjących... Ciężko patrzeć na to, co człowiek robi, jaki jest głupi, zacofany i samolubny. Ptaszniki tam jedzone to nie jest coś takiego jak nasz ziemniak, czy kurczak, czy cokolwiek innego, bo my, to uprawiamy i hodujemy nie polujemy na każdego ptaka jakiego zobaczymy.
    Jeżeli muszą jeść ptaszniki, to niech ktoś ich wyedukuje albo powinny być hodowle takich gatunków, które się szybko rozmnażają i robić, to na takiej zasadzie, a nie wyłapywanie wszystkiego co tam żyję, bo w ten sposób, to oni jeszcze bardziej będą cierpieć z głodu, bo wszystko, co tam żyje, po prostu zjedzą
    Ostatnio edytowane przez EnDeZeT ; 06-11-13 o 10:47

  10. #10
    Jeśli nawet kiedyś dojdzie do ochrony kolejnych gatunków pająków to zapewne będzie to ochrona niekorzystna dla Nas.
    Pisząc "Nas" mam na myśli entuzjastów i hobbystów głownie z Europy.
    Tak jak jest to z Brachypelma spp. - są chronione i objęte CITES dzięki któremu nie wolno ich odławiać i sprzedawac bez dokumentu poświadczającego ich urodzenie w hodowlii podczas gdy w ich środowisku naturalnym są one nadal zabijane :/
    A my terraryści, którzy siłą rzeczy działamy niczym mini zoo dla tych zwierząt nie możemy ich ratować. Wystarczy spojrzeć jak coraz mniej w hodowlach Brachypelma spp. podczas gdy jeszcze parę lat temu to były najpopularniejsze pająki. Do tego niektóre gatunki braszek są już tak rzadko spotykane, że niehybnie za parę lat wogólne nie będą hodowane.
    Ostatnio edytowane przez hetman ; 06-11-13 o 15:38

Strona 1 z 2 12 OstatniOstatni

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. [Tłumaczenie] Wielka tajemnica Poecilotheria striata-Pajęczy dziennik A. Smith'a
    Przez Krueger w dziale Artykuły
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 25-11-13, 23:18
  2. [Tłumaczenie] W poszukiwaniu Poecilotheria rufilata-Pajęczy dziennik A. Smith'a
    Przez Krueger w dziale Artykuły
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 12-09-13, 21:08

Tagi dla tego wątku

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •