O godzinie 21 dopuszczałem samca do samiczki B. boehmei.

Kopulacja nieudana, samiczka zbyt agresywna, samiec nie mógł trafić i w końcu zaczął szybko zwiewać. Złapałem go na ściance terrarium rękami - na prawą rękę go zagoniłem lewą blokowałem mu drogę ucieczki. Zacząłem przenosić go do pojemnika i nagle poczułem bolesne ukłucie na palcu serdecznym lewej ręki tuż pod paznokciem.

Odruchowo szybko cofnąłem rękę i samiec błyskawicznie pobiegł na biurko.

Nie mogłem uwierzyć, że dziabnęła mnie Brachypelma. Samca złapałem i zamknąłem w pojemniku po czym poszedłem umyć ręce.



Na samym końcu palca miałem zrobione dwie dziurki. Krwawienie podobne do krwawienia po ukłuciu się igłą - krew nie leciała jeśli palca się nie ścisnęło. Ból niezbyt duży.

Poszedłem do łóżka trochę poczytać. Była godzina 21.10 Po około 20 minutach czułem silne pulsowanie i pojawiła się silna opuchlizna na długości całego paliczka dalszego palca serdecznego.


Poszedłem spać po 22. Ból nie był zbyt silny.

Przebudziłem się o godzinie 24:10. Cały palec był spuchnięty ciężko było go zgiąć. Ból nadal nie był zbyt duży. Nie miałem problemu z zaśnięciem.

Wstałem rano o godzinie 4:20. Opuchlizna niemal całkowicie zeszła z całego palca.

O godzinie 9:00 nie było już żadnych śladów po ukąszeniu. Wydawało mi się, że palec jest lekko rozgrzany i nic więcej.


To moje pierwsze ukąszenie odkąd hoduje ptaszniki (10 lat). Spowodowane jest moją lekkomyślnością i niedocenieniem pająka, który przecież ma pazury i zawsze może ukąsić (nawet jeśli to gatunek mało agresywny).